Muzeum dzwonów Grassmayrów

W Innsbrucku jest czynna ludwisarnia. Wkracza się przez sklep i dopiero za ekspozycją muzealną trafia do hali z cylindrycznymi piecami służącymi do wytopu spiżu oraz komorą z formami. Zakład posiada ponad 400-letnią tradycję. Wykonywano w nim dzwony do świątyń wielu religii i restaurowano niejeden kosztowny egzemplarz nie tylko z Austrii. Wypada mieć owszem szczyptę fartu, by trafić na lanie spiżu do form. Przy okazałych piecach z rozżarzonym aż do czerwoności stopem brązu i ołowiu uwija się w owym czasie zespół pracowników w srebrnych kombinezonach. Nierzadko odbywa się to przy szmerze modlitw sprowadzonych kapłanów. Strumienie rozżarzonego spiżu a także obłoki unoszącej się naokoło pary tworzą magiczną atmosferę. Gdy biały tuman opada, stop traci świetlistą czerwoną barwę, a powietrze się schładza, głowa rodziny (notabene wszyscy pracownicy przynależą do familii Grassmayrów) wnosi tacę sznapsów. – Zum Wohl!
W muzeum ktoś z rodziny przedstawia rodzinny kunszt, wydobywając z dzwonów brzmienia. Rozbrzmiewają głęboko a także schludnie. Strojenie ich jest sztuką, której pomyślność zależy od stosunku składników stopu oraz dokładności stworzenia kilkuset kilogramowego dzwonu. Otrzymanie wyraźnego dźwięku jest punktem ludwisarskiego honoru.